Puncak Jaya - nie wiedziałem, co to dżungla...
Ostatni dzień ekspedycji, po 400 km przedzierania się przez niegościnną dżunglę, zapowiadał się gorący i parny, choć jak zwykle na wyspie padało całą noc. Po wyjściu z Suangaamy, Peter, nasz przewodnik potknął się o wystające korzenie ogromnego drzewa, rosnącego przy zakręcie góry, obsunął na zboczu i boleśnie poturbował. Zdążyłem tylko sobie przypomnieć, że do 70% nieszczęśliwych wypadków dochodzi właśnie przy schodzeniu z gór, gdy nasza jedyna kobieta na wyprawie – Kasia – weszła na zwalony pień drzewa, służący za prowizoryczny mostek do przeprawy przez wąwóz, w dole którego płynął potok, poślizgnęła się na mokrej korze, zamachała rękami, próbując złapać jakąś niewidoczną poręcz i runęła w dół...
Przeczytaj wszystko...